Artykuł ks. Waldemara Turka pt. “Wszystko przemieni w piękno” ukazał się w Tygodniku IDZIEMY (nr 10/2026). Za zgodą Autora publikujemy go w całości na naszej stronie. Dodatkowo, pod artykułem, udostępniamy zdjęcia nadesłane przez ks. W. Turka.

Odwiedzający Bazylikę św. Piotra mogą od początku Wielkiego Postu oglądać stacje drogi krzyżowej przyciągające uwagę kolorami do tej pory nieznanymi w tej świątyni i ekspresją przedstawionych postaci. Odnosi się wrażenie, że mamy do czynienia ze sztuką tradycyjną i nowoczesną zarazem.
W grudniu 2023 r. Fabryka św. Piotra (watykańska instytucja zajmująca się administracją i wyposażeniem bazyliki) ogłosiła międzynarodowy konkurs na stacje drogi krzyżowej, mając na uwadze zarówno cele duchowe, jak i artystyczne. Chodziło o znalezienie artysty, który zaproponowałby stacje harmonizujące z architekturą potężnej świątyni i jej bogatym a różnorodnym wyposażeniem – co oczywiście nie było sprawą prostą. Inicjatywa wpisuje się w jubileusz 400-lecia poświęcenia bazyliki, które miało miejsce w 1626 r. Nabór prac był otwarty dla wszystkich artystów powyżej 18 lat, bez względu na narodowość, płeć, wiek czy wyznanie. Jedynym wymogiem było zachowanie 14 tradycyjnych stacji, od skazania Jezusa na śmierć po złożenie Go do grobu. Odzew zaskoczył samych organizatorów. Otrzymano ponad tysiąc zgłoszeń z 80 krajów na pięciu kontynentach.
Komisja złożona z historyków sztuki, liturgistów i przedstawicieli instytucji watykańskich wyłoniła po pierwszej selekcji 14 artystów, których zaproszono do przedstawienia dwóch projektów: jednego, przedstawiającego obowiązkowo dwunastą stację, czyli „Jezusa umierającego na krzyżu”, i drugą dowolnie wybraną.
W propozycjach dostrzeżono różnorodność stylów, technik, kolorów, ujęć samej figury Zbawiciela i osób biorących udział w szczególnej wędrówce na Golgotę. Jedno i to samo wydarzenie historyczne odbijało się w najróżniejszych formach, odsłaniając osobistą interpretację i wrażliwość każdego autora. Komisja jednogłośnie wybrała projekt Szwajcara Manuela Andreasa Dürra. Jego propozycja wyróżniała się zarówno formą, jak i przekazem treści, klarownością strukturalną, solidną sztuką kompozycyjną. Jego droga krzyżowa, zaprezentowana publicznie po raz pierwszy 20 lutego, w pierwszy piątek Wielkiego Postu, zaprasza do podróży duchowej i artystycznej kontemplacji.
ELEGANCJA I DRAMATYZM
Należę do tych, którzy tę podróż już odbyli, i to o poranku, kiedy ogromna świątynia jest jeszcze pusta. Jedynie tu i ówdzie przechodzą pielgrzymi, którzy weszli jako pierwsi, zaraz po otwarciu bram. Zanim jednak zdecydowałem się na obejrzenie stacji, zapoznałem się z życiorysem artysty. Urodzony w 1989 r. w Bienne (Szwajcaria), studiował najpierw malarstwo w Akademii Sztuk Pięknych we Florencji, a następnie filozofię, historię sztuki i… slawistykę we Fryburgu szwajcarskim i Bernie. Otrzymał więc staranne i różnorodne wykształcenie. „Florenckie” ślady we wcześniejszych dziełach Dürra były dostrzegane przez znawców i zwykłych miłośników sztuki. Jego prace, wystawiane na całym świecie, znane są z mocnego języka wizualnego i sugestywnej interpretacji tematów religijnych i społecznych. A sam artysta wierzy, że „malarstwo dzisiaj może być szczególnym sposobem mówienia prawdy”.
Przyglądam się poszczególnym stacjom i dłużej zatrzymuję się przy IV, ukazującej spotkanie Jezusa z Matką. Artysta koncentruje się na Maryi, ukazując Jej urodziwą, ciągle młodzieńczą twarz i głębokie, pełne nostalgii i miłości spojrzenie na Syna. Jej dłoń jest blisko Jego twarzy, ale przecież Go nie dotyka, tak jak to się dzieje w „Piecie” Michała Anioła, znajdującej się w tej samej świątyni, zupełnie blisko Via Crucis. Uroku scenie dodają piękne, choć bardzo proste szaty, zarówno Jezusa, jak i Maryi.
Zatrzymuję się dłużej przy stacji XII, tej najważniejszej z wielu punktów widzenia. Łatwo dostrzec równowagę kompozycyjną, przede wszystkim w harmonijnym przedstawieniu figury Chrystusa i dwóch łotrów, ukazanych na dwóch różnych poziomach. Jezus patrzy na dobrego łotra, który przed chwilą prosił Go, aby był razem z Nim w raju. Powagi całej scenie i szczególnego nastroju dodaje bardzo ciemny odcień koloru niebieskiego, elegancki i klasyczny.
Swoisty klimat dostrzega się też w stacji XIV. Tylu malarzy przedstawiało scenę złożenia Chrystusa do grobu… Jakże tu nie wspomnieć Caravaggia! Zresztą może coś z niego szwajcarski artysta zapożyczył, zwłaszcza gdy chodzi o ukazanie samego Jezusa. Ale kolory są tu inne, przede wszystkim więcej żółtego… Czyżby chodziło już w tym momencie o ukazanie świtu poranka wielkanocnego?
SŁOWO I EMOCJA
Po obejrzeniu także pozostałych stacji rozmawiam ze znajomym historykiem sztuki i znawcą malarstwa. Co sądzi o tym dziele? Gianluca pozwala sobie na dłuższy wywód. Można by rzec – mówi – że nowoczesna sztuka religijna, proponująca jednolity język i ciągle odkrywane elementy wczesnego renesansu, zakończyła swoją jednorodną podróż w XIX w. Od tego czasu w coraz mniejszym stopniu uwzględniała innowacje kultury nowoczesnej. Dotyczy to zwłaszcza koncepcji obrazu jako pola, w którym kolory oddziałują na siebie, tworząc znaczącą, poruszającą całość, niezależną od tematu.
W tej drodze krzyżowej artyście udało się połączyć dwa fundamentalne aspekty obrazu religijnego: wierność Ewangelii, ale także szczere, poruszające oddziaływanie na widza. Ten drugi aspekt osiąga się przez wyrafinowane użycie przestrzeni, godne Piera della Franceski. W tym sensie wolne miejsca na płótnie, pozostawione niemal bez kolorów, są również bardzo ważne, bo stanowią hołd dla abstrakcji, tak ważnej w ubiegłym stuleciu. Pokrewieństwa z niektórymi włoskimi obrazami można dostrzec też w formalnej klarowności i w ujęciu postaci nawiązującym do narracyjnej surowości Giotta.
Jeśli chodzi o samą tematykę – kontynuuje Gianluca – jej dramatyzm jest wyrażony z wielką oryginalnością i skutecznością, niemal jak kadr z filmu, w którym każda chwila jest przeżywana z niezwykłą emocjonalną głębią. Całe dzieło dobrze wróży odrodzeniu się szczerej, figuratywnej interpretacji tajemnicy zbawienia, odpowiadającej również uczuciom tych wszystkich, którzy pragną ją odnaleźć także w dziełach sztuki.
ZASZCZYT I LĘK
A co mówił sam artysta w związku z wyróżnieniem, jakie stało się jego udziałem? „Jakiż to zaszczyt być wystawianym obok Michała Anioła i Berniniego. I jakiż lęk tworzyć własne dzieła, które będą umieszczone w tak ważnym miejscu z perspektywy artystyczno-historycznej i kulturowej”. Jako protestant zgłębiał mękę Chrystusa i arcydzieła przeszłości stanowiące sedno katolicyzmu, szczególnie wspomnianą już „Pietę” Michała Anioła. „Płacząca matka trzyma w ramionach zmarłego syna: jaka scena jest bardziej rozdzierająca serce niż ta? – pytał w wywiadzie dla telewizji szwajcarskiej. – A jednak geniusz, taki jak Michał Anioł, potrafił wydobyć coś pięknego z tak smutnej chwili. To paradoksalne piękno, nie natychmiastowe, skłania mnie do myślenia, że Bóg czyni to samo – a nawet więcej – z nami ludźmi: nie opuszcza tych, którzy cierpią, lecz daje nam obietnicę, że wszystko przemieni w piękno”.
GALERIA ZDJĘĆ














CZYTAJ RÓWNIEŻ TEGO SAMEGO AUTORA: RZYM: Stacje drogi krzyżowej polskiego artysty>>>
(arb)












Commenti